poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Odchudzam się!


Moi Drodzy, na blogu od jakiegoś czasu widnieje nowa etykieta "Dieta Odchudzanie", wspominałam o tym już przy okazji recenzji produktów, a bardziej szczegółowo pisałam na Facebooku, że postanowiłam zmienić swoje nawyki żywieniowe i schudnąć.

 Decyzja ta padła pod koniec lutego i za niedługo minie drugi miesiąc odchudzania, zastanawiałam się czy to nie za wcześnie na takie wpisy, bo jeszcze nie wiadomo czy wytrwam w postanowieniach i jakie będą późniejsze efekty. Jednak tak sobie myślę, że tego typu wpisy jeszcze bardziej zmotywują mnie do przestrzegania zasad, w końcu wszystko zostało udokumentowane i już nie mogę się wycofać :D. 
Zanim opiszę co postanowiłam zmienić i jak aktualnie wygląda to moje odchudzanie, napiszę kilka słów o swojej historii, dlaczego w ogóle jestem gruba.
Temat nie jest dla mnie łatwy, ciężko się przyznawać do swoich błędów i niedoskonałości, no ale cóż, muszę spróbować dla swojego dobra i być może dla osób które tak jak ja walczą z otyłością i szukają odpowiednich sposobów.

Z problemem nadwagi borykam się już od najmłodszych lat, już w podstawówce byłam "większa" niż koleżanki, potem trochę mnie wyciągnęło i w wieku 16-20 lat mój rozmiar był ok, może nie byłam jakaś bardzo szczupła, ale taka w sam raz.
Na skutek zmiany trybu życia w wieku ok. 21 lat moja waga zaczęła rosnąć, prowadziłam siedzący tryb życia, nie dbałam o to co jem, gdy poznałam mojego męża dużo imprezowaliśmy, więc i alkoholu sobie nie odmawiałam, do tego dochodziły fast foody i napoje gazowane. Dla osoby, która od zawsze miała skłonność do tycia, taki tryb życia musiał się skończyć dużą nadwagą, inaczej być nie mogło i tak przed ślubem ważyłam już 85 kg, w ogóle nie podobałam się sobie w sukni ślubnej i na zdjęciach, do dzisiaj wolę tego nie oglądać :D. 
Po ślubie zaszłam w ciążę i urodził się nasz syn, w przeciwieństwie do wielu kobiet, które to właśnie w czasie ciąży tyją i potem mają problem z wagą, u mnie było dokładnie odwrotnie, z powodu mdłości i wymiotów jakie mi dokuczały przez 4 pierwsze miesiące, schudłam ponad 10 kg i po porodzie wracałam do domu o wiele szczuplejsza. Ta sytuacja była dla mnie szansą na to by schudnąć do wymarzonego rozmiaru 38, ze względu na karmienie zdrowo się odżywiałam i wszystko było na dobrej drodze, jednak w tamtym okresie nie myślałam o wyglądzie. Macierzyństwo, zmęczenie i wiele innych problemów, jakie wówczas stanęły na mojej drodze, spowodowały że zaczęłam z powrotem tyć gdy tylko przestałam karmić.

W ciągu 1,5 roku przytyłam jeszcze więcej niż ważyłam przed ślubem, przez kilka lat moja waga wahała się w granicach od 86 do 90 kg, mimo że źle się z tym czułam, to jakoś nie potrafiłam się zmobilizować do zmiany nawyków żywieniowych, jadłam słodycze, chipsy, obiady które gotowałam nie zawsze były zdrowe i lekkie. Teraz dowiedziałam się że moim głównym problemem było uzależnienie od cukru i emocjonalne podejście do jedzenia, czyli nie jadłam tylko wtedy gdy byłam głodna, ale zawsze kiedy było mi źle, kiedy coś mnie zdenerwowało, pojawił stres lub po prostu sięgałam po przekąski z nudy, żeby coś zrobić z rękami. Jeszcze gorsze od samego podjadania było to co podjadałam, bo zazwyczaj były to słodycze, potrafiłam wsunąć np. czekoladę w 5 min, a potem jeszcze poprawić colą.

Oczywiście, jak wiele osób borykających się z problemem nadwagi i otyłości, zdarzało mi się pod wpływem impulsu rzucić wszystko i przejść na dietę, ale wówczas były to diety bardzo restrykcyjne, bo mi się wydawało że skoro mam się odchudzać to koniecznie muszę cierpieć i się głodzić, dlatego te chwilowe diety trwały co najwyżej 2 tygodnie, a potem każdy kilogram wracał jak bumerang ze zdwojoną siłą. Tym bardziej, że moje "diety" bardziej powodowały utratę wody niż tłuszczu. 
Ostatecznie zniechęciłam się do odchudzania, stwierdziłam że to nie dla mnie, że nie dam rady, że kocham jedzenie, kocham słodycze, nie cierpię ograniczeń, nie lubię sobie niczego odmawiać i nie jestem w stanie nic z tym zrobić.
Przez dłuższy czas starałam się zaakceptować siebie taką jaką jestem i pogodzić się z losem i nawet mi to wychodziło, jednak pojawiły się inne problemy i właśnie to skłoniło mnie do podjęcia po raz kolejny decyzji o odchudzaniu, a może bardziej o zmianie nawyków żywieniowych, które są priorytetem, a samo chudnięcie stanowi wartość drugorzędną.

Tej zimy przytyłam dodatkowe dwa kg, to by już było 92 (jeszcze trochę i dobiłabym 100), pomijając kwestie estetyczne, czułam się źle pod względem zdrowotnym, byłam ciągle zmęczona, apatyczna, drażliwa, miałam bardzo kiepską kondycję i psychicznego doła, problemem było wykonywanie codziennych obowiązków, zapominałam o wielu rzeczach, nic mi się nie chciało, budziłam się wkurzona na cały świat.
Można powiedzieć, że czułam się chora, życie przestało mieć sens, nic mnie nie cieszyło i najchętniej nie wychodziłabym spod kołdry. Stwierdziłam, że tak dalej nie może być, że tkwię w błędnym kole i albo coś z tym zrobię już, tu i teraz, albo zacznę tyć coraz bardziej, za chwilę doprowadzę się do choroby albo do kalectwa.
Postanowiłam zmienić swoje nawyki raz na zawsze, wprowadzić do swojego życia zasady, których muszę przestrzegać, a świadomość mojego stanu sprzed tej zmiany, jest póki co skuteczną motywacją i ani myślę wracać do dawnych nawyków.

A co takiego zmieniłam?
Przede wszystkim postanowiłam jeść regularnie, 4 razy dziennie, najlepiej o określonych godzinach, oczywiście całkowicie zrezygnowałam ze słodyczy i różnych słonych przekąsek. Na początku było ciężko, ale po jakimś czasie organizm odzwyczaił się od cukru i już nie odczuwam potrzeby sięgania po słodycze, nawet jak leżą obok mnie na stole :).
Słodycze zastąpiłam owocami i bakaliami, z którymi oczywiście również staram się nie przesadzać, zjadam je na kolację którą jadam po 17, potem już nic nie jem, więc taka dawka energii wystarczy mi do wieczora, nie odczuwam głodu i potrzeby sięgania po coś niezdrowego.
Pozostałe posiłki nie uległy znacznej zmianie, na śniadanie i drugie śniadanie zazwyczaj jem ciemne pieczywo z dodatkami np. sałatkami, na obiady robię mięso z kurczaka z dodatkami, ograniczyłam słodkie i mączne obiady, aczkolwiek nie wykluczam ich całkowicie.

Na chwilę obecną najważniejsze było dla mnie regularne jedzenie, bo dzięki temu nie podjadam, oraz to co najtrudniejsze, czyli rezygnacja ze słodyczy. Dodatkowo wprowadziłam do swojego życia trochę ruchu, zaczęłam ćwiczyć i tańczyć zumbę, a korzystając z pięknej pogody staram się ruszać na świeżym powietrzu. 
Aktualnie udało mi się zrzucić 4 kg (a może nawet więcej, bo nie ważyłam się ostatnio), zmianę czuję przede wszystkim po ubraniach, które powoli stają się coraz większe, poza tym ostatnio moja sąsiadka zwróciła uwagę że schudłam, więc chyba zmiana jest już widoczna :).

Przede mną jeszcze długa droga i postaram się informować na bieżąco o moich postępach, gratuluję wszystkim którym udało się dobrnąć do końca tej mojej nudnawej historii :D.
Jeśli macie swoje doświadczenia, ciekawostki związane z odchudzaniem, może coś możecie polecić, to chętnie poczytam, piszcie w komentarzach i życzcie mi powodzenia :D. 

22 komentarze:

  1. Życzę powodzenia, ja nigdy jakoś drastycznie się nie odchudzała, ale ostatnio przybyło mi kilka zbędnych kilogramów i zabieram się za ich redukcję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymamy kciuki. Ja też się nie mogę zmobilizować. Chce schudnąć 6 kg do wagi w której się najlepiej czułam. Jednak ciężko zacząć:-) Będę śledzić twoje staranie

    OdpowiedzUsuń
  3. trzymam kciuki aby się udało więcej zrzucić kilogramów;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mobilizacja to podstawa :) Życzymy powodzenia w zrzuceniu kilogramów :* Obserwujemy i liczymy na ciebie :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzę powodzenia i chyba razem z Tobą przejdę na dietę :)
    http://zyciepelnekoloru.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Też jestem uzależniona od słodyczy. Gratuluję początkowego efektu i trzymam za Ciebie kciuki :)

    http://domatores.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Powodzenia ! :)
    Miłego dnia !
    Przy okazji zapraszam na mojego http://liikeeme.blogspot.com
    Odpowiadam na każdą obserwacje :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Życzę wytrwałości i dużo silnej woli!! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. 4 kg to naprawdę fajny wynik i na pewno widać różnicę :) ja od pewnego czasu zbieram się do odchudzania, bo od dawna towarzyszy mi lekka nadwaga.. teraz idzie mi troszkę lepiej jeśli chodzi o odżywianie, co w efekcie dało -1,5 kg :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Powodzenia i wytrwałości życzę :) Ja miałam odwrotny problem, bo chciałam przytyć, ale przy karmieniu, do tego alergiczki, było to trudne, bo musiałam mieć restrykcyjną dietę. Czasem miałam dość, ale dałam radę karmić 16 miesięcy. Teraz doszłam do normy i ważę już moje wymarzone 55 kg.

    OdpowiedzUsuń
  11. Odchudzanie to ciężka praca, bez względu na to czy masz do zrzucenia 5 czy 50 kilogramów. Powodzenia i siły w dalszej walce.

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzymamy kciuki aby ta zmiana nawyków żywieniowych i w ogóle stylu życia weszła Tobie w krew :) 4 kg to dopiero początek a jak zaczynasz dostrzegać zmiany to człowiek potem się tym jeszcze bardziej jara i chce pokonywać kolejne cele :D W ten sposób ani się nie obejrzysz a Twoja waga zmniejszy się o znaczącą ilość :) Zrobiłaś pierwsze kroki, które są kluczowe i to jest najważniejsze. Brawo Ty! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. mnie zdołowało jak ostatnio pojechałam do jubilera, nie było nic na mój palec - wcale nie taki gruby. sama walczę od kilku dni. ale na razie siii bo nikt w domu nie wie..

    OdpowiedzUsuń