piątek, 31 marca 2017

Sklepik u Mrs.Rose - Wielkanocne kubki i poszewki

Kochani, Święta Wielkanocne zbliżają się szybkimi krokami i czas pomyśleć o świątecznych dekoracjach i dodatkach, w Sklepiku u Mrs.Rose również pojawiły się kubki i poszewki z wielkanocnymi nadrukami, poniżej przedstawiam kilka z nich :)
















































Dodam, że do poszewek można zamówić wypełnienie, także jeśli nie posiadacie w domu poduszki "jasia", to nie musicie się martwić. 

Jeśli jakiś nadruk Wam się podoba i chcielibyście go na czymś innym np. na koszulce lub body niemowlęcym, to jak najbardziej istnieje taka możliwość, wystarczy wysłać do mnie wiadomość na adres: mrs.rose@onet.pl i ustalimy szczegóły :).

Przypominam, że przy zamówieniu za min. 80 zł, przesyłka GRATIS! 



ZAPRASZAM 



Facebook



środa, 29 marca 2017

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne GWP.pl - "Filip, Pusia i nowy przyjaciel" Elżbieta Zubrzycka

Jakiś czas temu prezentowałam na blogu niezwykle ciekawą książeczkę o przygodach zajączka Filipa i jego przyjaciółki Pusi >>KLIK<<, a dziś przyszła kolej na następną, już trzecią część perypetii małego zajączka. Tym razem tytuł książeczki brzmi "Filip, Pusia i nowy przyjaciel" i jak zwykle znajdziemy w niej pouczającą historię i mądre, życiowe rady dla dzieci i rodziców.












Opis szczegółowy:

Tytuł: "Filip, Pusia i nowy przyjaciel"
Autor: Elżbieta Zubrzycka
Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne GWP.pl
Oprawa: twarda
Format: 200 x 200
Ilość stron: 100
Rok wydania: 2017 
Cena: 24.90 zł, na stronie GWP.pl można ją dostać już za 19.90 zł >>KLIK<<


Nastała jesień, liście spadają z drzew, ptaki odlatują i wraz z tą porą roku rozpoczyna się niebezpieczny czas dla leśnych zwierząt, ponieważ zaczyna się okres polowań. Niczego nieświadomy zajączek Filip, siedząc sobie w krzaczku, dostrzega bardzo niekulturalnego mężczyznę, który ewidentnie na coś czeka, zaśmiecając przy tym las papierkami i butelką. Filipowi bardzo nie spodobało się zachowanie owego pana, ale jeszcze większą złość poczuł, gdy ten postanowił kijem rozwalić barć ukrytą w komorze drzewa, by wydostać z niej trochę miodu. Zajączek po raz kolejny udowodnił jakim jest bohaterem, znalazł w sobie odwagę i postanowił działać by odwrócić uwagę mężczyzny, nie mając pojęcia na jakie niebezpieczeństwo się naraża. Gdy człowiek dostrzegł zajączka, zaczął głośno krzyczeć i kogoś wołać, jednocześnie dając nogi za pas, gdyż pszczoły zorientowały się, że grozi im niebezpieczeństwo i cały rój rzucił się na niego.

Po chwili z lasu dobiegło głośne szczekanie i tupot końskich kopyt, jedna z pszczół poinformowała zajączka żeby szybko uciekał, ponieważ ludzie urządzili sobie polowanie i czyhają na życie małego futrzaka. Zajączek uciekał co sił w nogach, ale niewielkie miał szanse przy wyszkolonych, szybkich jak błyskawica, chartach i tylko dzięki nagłemu pojawieniu się Pusi, zajączek został uratowany. Pusia wzięła go na grzbiet, jednak jeden z groźnych psów nadgryzł jej ogon i wyrwał kilka piór, co spowodowało, że nie była w stanie lecieć z takim obciążeniem i zrzuciła Filipa w ogródku człowieka, który w poprzedniej części książki, uratował ich przed zamarznięciem. I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że na podwórku również pojawiło się zagrożenie w postaci psa Burka, który na szczęście był przywiązany do łańcucha, ale i tak przerażał schowanego w krzaku zajączka, drżącego ze strachu.

Gdy nastała cisza i myśliwy wraz z psami oddalili się, zajączek zastanawiał się jak ma opuścić gospodarstwo człowieka, żeby zły pies go nie dopadł, w tym czasie Burek nawiązał z nim rozmowę i okazał się być miłym, sympatycznym psem, nie takim strasznym jak się do tej pory wydawało Filipowi. Na to nadleciała Pusia, która niczego nieświadoma chciała uratować zajączka i znów wziąć go na grzbiet, jednak przyjaciel poinformował ją, że nie ma się czego obawiać, gdyż nowo poznany kolega jest bardzo uprzejmy. W ten sposób nawiązała się przyjaźń między zającem, łabędziem i psem, którzy spędzali ze sobą coraz więcej czasu i wspólnie się bawili. A pewnego razu Burek zaprosił przyjaciół na ciekawe wydarzenie, jakim było wieczorne słuchanie opowieści babci, która przyjeżdżała w odwiedziny do wnuczka. 
Jak zakończy się ta historia, jaki morał będzie zawierać opowieść przytoczona przez babcię? 
Tego dowiecie się czytając książeczkę :).

Książeczka "Filip, Pusia i nowy przyjaciel" autorstwa Elżbiety Zubrzyckiej, to kolejna ciekawa propozycja Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego, skierowana do dzieci i rodziców, zawierająca wiele mądrych rad, które można zastosować w życiu. Książeczka ma na celu bawić, zachęcać do czytania, ale także uczyć i wychowywać, promuje pozytywne wartości jak szacunek, przyjaźń, wierność, miłość do przyrody, otwartość na drugiego człowieka, życzliwość i umiejętność współpracy.
Ta emanująca ciepłem historia o zwierzętach niesie ze sobą mądre przesłanie i przekazuje dzieciom zasady, które są istotne w codziennym życiu i znacznie ułatwiają nam, ludziom, wspólną egzystencję. 
Książeczka, podobnie jak jej poprzednia część, ma grubą, przyjemną w dotyku oprawkę i efektowną szatę graficzną, napisana jest przystępnym językiem, skierowanym do dzieci i wzbogacona pięknymi ilustracjami, stanowiącymi połączenie zdjęć i rysunków. 
Myślę, że seria książeczek o zajączku Filipie powinna się znaleźć w każdej dziecięcej biblioteczce. Polecam :).







Facebook



wtorek, 28 marca 2017

Kobieta i mięśnie


Znalezione obrazy dla zapytania kulturystyka kobiet


Moi Drodzy, jak wiecie aktualnie jestem na etapie odchudzania, sporo ćwiczę, są to głównie ćwiczenia fitness, ale także chętnie dodaję do treningów ćwiczenia siłowe, by wzmocnić mięśnie i poprawić wygląd sylwetki.
Uważam, że ćwiczenia siłowe są jak najbardziej potrzebne w pracy nad ciałem i kobiety absolutnie nie powinny się ich bać, można ćwiczyć kaliestenikę w domu, lub na siłowni pracować ze sztangą, hantlami itp., bez obaw że zrobią się mięśnie jak u Arnolda Schwarzeneggera :D.
Budowanie masy mięśniowej wymaga specjalnej diety i odpowiednio dobranych treningów, poza tym ze względu na testosteron, mężczyznom idzie to znacznie lepiej i szybciej niż kobietom, dlatego szanse że kobieta będąca na standardowej diecie zrobi z siebie "pakera", są znikome, a takie ćwiczenia mogą znacznie poprawić humor i pozwolą się odstresować. Oczywiście nie twierdzę że fitness, czy jakakolwiek inna forma aktywności na to nie pozawala, ale każde ćwiczenia są inne i najlepiej znaleźć coś idealnego dla siebie, a jeśli jakaś kobieta preferuje ćwiczenia siłowe, to może bez obaw stosować taką formę aktywności.

Dziś jednak chciałam poruszyć temat dotyczący kobiet, które idą w drugą stronę i świadomie, odpowiednią dietą i treningami, doprowadzają swoje ciała do bardziej męskiego wyglądu. Temat nasunął mi się, gdy dostałam polubienie posta na Instagramie od profilu Girlswith6packs i po przejrzeniu go, nie potrafię zrozumieć o co w tym chodzi, moje odczucia estetyczne nie mogą tego przetrawić i choćbym chciała docenić piękno prezentowanych tam kobiet, to nie umiem go tam dostrzec.
W tym wpisie absolutnie nie chcę nikogo obrażać, nie jest moją sprawą co kto robi ze swoim ciałem i absolutnie nie chcę tutaj kierować się jakimiś stereotypami, piszę jedynie o moich subiektywnych odczuciach i rozkminach jakie mnie nachodzą w związku z tym tematem.
Otóż zastanawia mnie dlaczego? Dlaczego coraz większej ilości kobiet imponuje męska sylwetka, co takiego siedzi w psychice, że chcemy aż tak bardzo upodabniać się do facetów?

Rozumiem, że są kulturystki, dla których ten sport jest całym życiem, biorą udział w różnych konkursach, zarabiają na tym dużą kasę i nie przejmują się wyglądem, a sukcesami jakie osiągają w sportach sylwetkowych.
Natomiast przeglądając trochę internet, fora, grupy itp. widzę, że aktualnie nie mamy do czynienia z wyróżniającą się jednostką, ale wręcz z modą na "pakowanie" wśród kobiet.
Być może jestem "starej daty", nie jestem feministką i uważam, że każdy ma swoją rolę do spełnienia w życiu, dlatego doceniam kobiecość, uważam że facet powinien być facetem, a kobieta kobietą i z tego powodu ciężko mi zrozumieć ten panujący dziś trend.
Dziś kobiety chcą być silne i niezależne, na każdym kroku próbujemy to demonstrować, spełniamy się wykonując typowo "męskie" zawody, pokazujemy swoją mocną psychikę, odporność na stres, przywódczy charakter i wiele cech typowych dla "samców alfa" i to jest fajne, że kobiety mają taką możliwość i nie muszą się poddawać dominacji facetów, ale czy naprawdę musimy iść aż tak daleko, żeby nawet w kwestii wyglądu ciała demonstrować jak bardzo "męskie" jesteśmy? Naprawdę sześciopak na brzuchu i łapa rasowego kulturysty, to jest coś co dziś kobietom imponuje?


Co sądzicie na ten temat? Zapraszam do dyskusji :)



poniedziałek, 27 marca 2017

Wydawnictwo RM - "Metoda Montessori w domu" Delphine Gillles Cotte

Każdy rodzic wie jak to jest, gdy dziecko chce robić to co dorośli i do wszystkiego wciska rączki, niejednokrotnie narażając się na niebezpieczeństwo np. w kuchni. Sama doskonale znam ten stres i obawy związane z tym, że dziecko niechcący może sobie zrobić krzywdę, ale też i z codziennymi, mniej istotnymi drobiazgami, jak to, że może nabrudzić, coś wysypać, wylać, czy zepsuć, w związku z tym wymaga stałej kontroli, a rodzic musi mieć oczy dookoła głowy.
Dobrym rozwiązaniem na uniknięcie niechcianych wydarzeń, związanych z chęcią "pomocy" rodzicom przez małego szkraba, przy różnych czynnościach domowych, jest uczenie dziecka samodzielności już od najmłodszych lat i demonstrowanie mu jak poprawnie wykonywać dane zadanie. Oczywiście wszystko to musi być dostosowane do wieku i umiejętności dziecka, a rodzic powinien mieć nad tym nadzór.
Niezwykle pomocna w tej dziedzinie, może się okazać metoda Montessori, której nazwa pochodzi od nazwiska twórczyni - Marii Montessori.


Kim była Maria Montessori?


Maria Montessori (ur. 31 sierpnia 1870 w Chiaravalle, zm. 6 maja 1952 w Noordwijk aan Zee w Holandii) – włoska lekarka, twórczyni systemu wychowania dzieci zw. metodą Montessori.
Metoda ta kładzie nacisk na swobodny rozwój dzieci. Przeciwstawia się systemowi szkolnemu, tłumiącemu aktywność dzieci, którego symbolem była dla Marii Montessori „szkolna ławka”. Montessori uważała, że głównym zadaniem pedagogiki jest wspieranie spontaniczności i twórczości dzieci, umożliwianie im wszechstronnego rozwoju fizycznego, duchowego, kulturowego i społecznego. Odkryła także zjawisko polaryzacji uwagi u dzieci. W 1907 otworzyła przedszkole Casa dei Bambini (pol. Dom Dzieci).
Była szesnastą kobietą-lekarzem we Włoszech.

Myśl pedagogiczna
Metoda Montessori wywodzi się od badań nad dziećmi z problemami psychicznymi, ale później została rozszerzona na badanie edukacji dla wszystkich dzieci. Montessori twierdziła, że jej metoda stosowana w pracy z niepełnosprawnymi ludźmi była także stymulująca, gdy była stosowana w edukacji normalnych dzieci. Według Montessori dziecko jest określone jako kompletny byt, zdolny do rozwijania twórczej energii i posiadający predyspozycje moralne (np. do miłości), które to cechy zostały zduszone przez dorosłych.
Podstawową zasadą musi być wolność ucznia, ponieważ tylko ona wyzwala kreatywność dziecka obecną w naturze. Z wolności powinna zrodzić się dyscyplina. Zdyscyplinowana jednostka jest w stanie kontrolować się sama i przystosować się do zasad obowiązujących w życiu. Okres dzieciństwa jest okresem ogromnej kreatywności, jest to etap życia, w którym umysł dziecka chłonie cechy otoczenia i przyswaja je. Dzięki ideom Montessori zmieniło się wiele zasad pedagogicznych obowiązujących w pierwszych latach dwudziestego wieku. Dzieci miały nauczyć się dbać o siebie i były zachęcane do podejmowania własnych decyzji.
Montessori opracowała wszystkie swoje zasady pedagogiczne bazując na konstruktywnej krytyce naukowej psychologii.
Maria Montessori określa dziecko jako duchowy embrion, u którego rozwój psychiczny jest związany z rozwojem biologicznym. W rozwoju psychicznym istnieją okresy, w których dzieci mają większą możliwość rozwijania specjalnych talentów.

Źródło: Wikipedia


Bardzo ciekawą publikacją skierowaną do rodziców pragnących zastosować wspomnianą powyżej metodę Montessori, jest nowość Wydawnictwa RM - "Metoda Montessori w domu", której autorem jest Delphine Gilles Cotte.













Opis szczegółowy:

Tytuł: "Metoda Monessori w domu"
Autor: Delphine Gillles Cotte
Liczba stron: 192
Format: 165 x 235 mm
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Wydawnictwo RM
Rok wydania: 2017
Cena: 29.99 zł, dostępna jest w sklepie empik.com, a także na stronie Wydawnictwa RM w cenie 24.99 zł >>KLIK<<


Książka już na pierwszy rzut oka przyciąga uwagę piękną, kolorową okładką, która jest wstępem do dalszej części, równie barwnej i ciekawej, bogatej w ilustracje i zdjęcia.
W spisie treści mamy podział na różne ćwiczenia związane np. z sortowaniem, nalewaniem i przesypywaniem, czy też codziennym życiem, rozwijające kreatywność i zdolności manualne u dziecka. Jednak zanim przejdziemy do ćwiczeń, warto się zapoznać ze słowem wstępnym, gdzie dokładnie opisane jest na czym polega metoda Montessori i jak poprawnie korzystać z książki, a także jak zorganizować przestrzeń Montessori w domu i przedszkolu oraz jak przygotować zestaw edukacyjny Montessori. Tutaj znajdziemy też kilka informacji na temat wolności i dyscypliny, samodzielności, znaczenia porządku, roli dorosłego podczas wykonywania wspomnianych ćwiczeń oraz instrukcje jak je poprawnie przedstawiać.

Publikacja zawiera aż 80 rozwijających ćwiczeń edukacyjnych wykorzystujących zalety metody Montessori. Przy każdym ćwiczeniu znajdziemy szczegółowy opis jak się do tego zabrać, wraz z informacją mówiącą krótko, czemu ma służyć dane zadanie, jakie zdolności i umiejętności rozwija u dziecka, czego maluch ma się nauczyć wykonując to ćwiczenie. W dalszej części umieszczona jest tabelka, w której podane są artykuły potrzebne do wykonania zadania, instrukcja oraz wskazówki, a także zdjęcia i obrazki prezentujące efekt końcowy wykonanej czynności.
Większość stron wzbogacona jest ciekawymi cytatami dzieci i osób dorosłych wykorzystujących metodę Montessori na co dzień, a także złotymi myślami samej twórczyni - Marii Montessori.

Książka "Metoda Montessori w domu" to bardzo ciekawa propozycja dla każdego rodzica pragnącego uczyć swoje dziecko samodzielności, rozwijać jego zdolności i kreatywność, uczyć dyscypliny i porządku, dając mu jednocześnie dużo wolności i swobody. Wykorzystane w publikacji materiały każdy z nas posiada w domu, są to głównie rzeczy z odzysku jak: kartony, papiery, kawałki drewna, materiały, butelki i wiele innych produktów, dostępnych w każdym gospodarstwie domowym. Te pomysłowe zabawy, pokazują, że nie trzeba wydawać kolosalnych sum na zabawki i artykuły plastyczne, by dziecko z powodzeniem mogło się rozwijać i uczyć, można powiedzieć że są to inspiracje dla każdego i na każdą kieszeń.
Dzięki publikacji "Metoda Montessori w domu" odkryjemy atrakcyjne propozycje na spędzenie czasu wspólnie z dzieckiem i zabicie nudy, znajdziemy w niej ciekawe sposoby na naukę poprzez zabawę, które z pewnością przypadną do gustu dzieciom jak i rodzicom, a także pedagogom pracującym z maluchami.
Książka jak najbardziej warta polecenia :).



Słyszeliście o metodzie Montessori?






Facebook


niedziela, 26 marca 2017

Bell - Matowa pomadka Velvet Story Lipstick (Nude - Brudny róż)

Jakiś czas temu pokazywałam piękną szminkę nude marki Bell, był to nudziak o ciepłym, lekko pomarańczowym kolorze, a dziś przyszła kolej na następną propozycję, czyli równie piękny, ale nieco chłodniejszy odcień brudnego różu.








Opis produktu:
Kolekcja pomadek o aksamitnie kremowej konsystencji, w stylowych, intensywnych kolorach. W serii Velvet Story znajdziesz eleganckie odcienie nude, wyraziste odcienie różu i czerwieni oraz odważny kolor czerwonego wina. Dzięki zawartości emolientów, pomadka nawilża, wygładza usta i nadaje im elastyczności. Dodatek specjalnego polimeru przedłuża trwałość pomadki i sprawia, że nie wypływa ona poza kontur ust.



Cena: 8.99 zł / 5 g w sklepach Biedronka 



Kilka słów ode mnie: Pomadka posiada proste, klasyczne opakowanie w kolorze odpowiadającym jej odcieniowi. Na zdjęciach kolor opakowania wyszedł bardzo zbliżony do nudziaka, którego opisywałam TUTAJ, ale w rzeczywistości te odcienie różnią się od siebie. 
Jeśli chodzi o właściwości pomadki, są one takie same jak przy wcześniejszych odcieniach tej serii, które opisywałam w poprzednich postach. Konsystencja szminki jest gęsta, treściwa i jedwabista, na ustach pozostawia satynowo-matowe wykończenie, nie wysusza ich, a nawet delikatnie nawilża, nie zbiera się w kącikach i nie tworzy nieestetycznych pasków.
Pigmentacja bardzo dobra, usta są pokryte bez smug i prześwitów, kolor jest trwały, utrzymuje się kilka godzin i ściera się równomiernie. 
Jak się nie mylę, to odcień ma numerek 03 (niestety nie mam tego na opakowaniu), jest to chłodny nudziak, lekko wchodzący w szarość, w odcieniu brudnego różu. Jak dla mnie kolor jest zachwycający, ja ogólnie bardziej preferuję odcienie nude, dlatego obie wersje z serii Velvet Story Lipstick zdecydowanie przypadły mi do gustu i są moimi faworytami. 
Szminki dostępne są w sieci sklepów Biedronka w szafach z kosmetykami marki Bell, ich jakość jest bardzo dobra, a cena niezwykle kusząca. Polecam :).







Facebook


sobota, 25 marca 2017

Dieta ketogeniczna - drugie podejście :)



Na początku marca pisałam Wam, że postanowiłam zakończyć dietę keto, a przejść na jej mniej restrykcyjną wersję, czyli dietę low carb, dopuszczającą większą ilość węglowodanów w ciągu dnia. Jak pisałam w poprzednim poście o odchudzaniu, efekty na tej diecie nie były oszałamiające, a ciągłe liczenie zawartości węglowodanów zaczęło mnie trochę męczyć i dieta wydała mi się monotonna. Jednak po zrobieniu sobie kilkudniowej przerwy, gdy organizm z powrotem przestawił się na spalanie glukozy, uznałam, że na diecie ketogenicznej znacznie lepiej funkcjonuję, mam o wiele lepsze samopoczucie, więcej energii, treningi są bardziej efektywne, nie odczuwam takiego głodu, jak na diecie węglowodanowej i nie muszę przyrządzać sobie regularnych posiłków co 3 godz., co nie ukrywam, jest dość męczące.

Gdy już miałam porównanie jak funkcjonuję na węglach i na ketonach, stwierdziłam, że jednak wolę się trochę poświęcić, zrezygnować z kilku ulubionych produktów i powrócić do diety keto, tym razem już nie tylko ze względu na odchudzanie, ale na ogólne samopoczucie i chciałabym, by ta dieta stała się moim stałym stylem odżywiania.
Dodatkowo odkryłam dlaczego wcześniejsze efekty odchudzania na tej diecie były mizerne, otóż skupiłam się na liczeniu makroskładników, a nie brałam pod uwagę kalorii, w rezultacie nieświadomie spożywałam ok. 2700 kcal na dzień i to, że w ogóle udało mi się schudnąć, było przede wszystkim zasługą codziennych, 3-godzinnych treningów, w przeciwnym razie mogłabym nawet zacząć tyć.
W czasie adaptacji (2-4 tygodnie) na diecie keto nie liczy się tych kcal, bo ważne jest, by dostarczać jak najwięcej tłuszczu, ale po okresie adaptacji należy już spożywać ilość kcal odpowiednią do tego, co chcemy osiągnąć, czyli poniżej zapotrzebowania kalorycznego w czasie odchudzania i powyżej zapotrzebowania w czasie budowania masy mięśniowej. Odkryłam Amerykę! :D

Zauważyłam też, że po 2,5 miesiącach na diecie keto, organizm był już przyzwyczajony do korzystania z tłuszczu i po tych kilku dniach przerwy, wręcz domagał przestawienia z powrotem na tłuszcze, dlatego szybko przeszłam ponowny okres adaptacji, a teraz obniżyłam kcal i już widzę efekty na wadze :). Co ciekawe, nawet po znacznym obniżeniu kcal, nie czuję jakbym była na diecie, nie jestem głodna i ciągle mam tyle energii, co przy zwiększonej podaży kcal. To właśnie świetne samopoczucie i korzyści zdrowotne są główną zaletą tej diety, dlatego postanowiłam się poświęcić i zrezygnować głównie z ryżu, ziemniaków, większej ilości nabiału i owoców, które będę zastępować większą ilością bardziej odżywczych, zielonych warzyw i innych niskowęglowodanowych.
A żeby dieta nie była nudna, postanowiłam przewertować internet wzdłuż i wszerz w celu znalezienia ciekawych przepisów, dołączyłam do grup na facebooku związanych z dietą keto i innymi dietami niskowęglowodanowymi i mam nadzieję, że dzięki tej różnorodności w kuchni, dieta stanie się dla mnie przyjemnym stylem odżywiania, a nie tylko chwilowym sposobem na odchudzanie :).


Poniżej wklejam artykuły, z których można zaczerpnąć wiedzę na temat diety keto, nie jest to tylko dieta odchudzająca, ale przede wszystkim dieta zdrowotna, dlatego moim zdaniem warto się zastanowić nad żywieniem niskowęglowodanowym.

http://keepfit.pl/ketoza/

http://dobropolski.com/blog/

http://www.wikirose.pl/2016/10/dieta-ketogeniczna-zdrowie-dzieki-tluszczom.html



czwartek, 23 marca 2017

Wydawnictwo Muza - "Szczęście. Poradnik dla pesymistów" Olivier Burkeman

W dzisiejszym świecie pogoń za szczęściem staje się obowiązkowym elementem naszego życia, nie zawsze wiemy czym jest to szczęście dla nas, ale za wszelką cenę staramy się je osiągnąć. W księgarniach lawinowo pojawiają się poradniki uczące jak myśleć pozytywnie, pokonać strach, być odważnym, osiągać cele i być szczęśliwym, wiele osób wydaje grube pieniądze na korzystanie z usług wszelkiego trenerów rozwoju osobistego i coachów, którzy poprzez swoje cenne porady mają ułatwić dążenie do szczęścia.
Pragniemy, by otrzymać gotowy przepis na udane życie, jednak najczęściej okazuje się, że przekazy płynące z książek o szczęściu i porad coachów są po prostu banalne.
Ciekawą publikacją, w której autor ma zupełnie inny pogląd na temat szczęścia i rozprawia się z tym wszechobecnym kultem optymizmu, jest książka "Szczęście. Poradnik dla pesymistów" autorstwa Oliviera Burkemana











Opis:


  • Tytuł oryginału: The Antidote
  • Wydanie: 1
  • Data wydania: 15.03.2017
  • Oprawa: miękka
  • Liczba stron: 256
  • Format: 14.5 x 20.5 cm
  • Cena katalogowa: 34,90 
  • ISBN: 978-83-287-0407-7
  • Autor: Oliver Burkeman


Gdy otrzymałam książkę "Szczęście. Poradnik dla pesymistów", od razu pomyślałam sobie, że na pewno znajdę tam ciekawe porady, dzięki którym nauczę się myśleć pozytywnie i podchodzić do życia z wielkim optymizmem. Przyznam się, że sama mam tendencje do poszukiwania takich złotych sposobów na osiąganie szczęścia, chętnie czytam różnego rodzaju poradniki, blogi i oglądam filmy, w których autorzy motywują i radzą jak osiągnąć swój życiowy sukces. W związku z tym byłam przekonana, że otrzymałam kolejny taki poradnik z przepisem na szczęście i jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że przekaz jaki niesie książka jest zupełnie inny niż w większości tego typu publikacji.
Autor, na przekór istniejącym trendom, proponuje by do kwestii osiągnięcia zadowolenia podejść z dystansem, podaje alternatywną drogę do osiągania szczęścia i sukcesu, polegającą na pogodzeniu się z porażką, pesymizmem, niepewnością i brakiem bezpieczeństwa, czyli rzeczami, których na co dzień staramy się unikać.

W swoim poradniku, Olivier Burkeman nie obiecuje szczęścia, nie podaje prostej i gotowej recepty na udane życie, ale zachęca do zmiany myślenia, co ma nas do tego szczęścia przybliżyć. Autor dokonuje przeglądu koncepcji szczęścia od starożytnej Grecji, aż po nowoczesne teorie psychologiczne, podaje przykłady ludzi, których łączy nietypowy sposób myślenia, a są nimi filozofowie greccy, buddyści, twardo stąpający po ziemi konsultanci biznesowi, eksperci do spraw terroryzmu czy awangardowi psychologowie. Poprzez te przykłady autor próbuje pokazać, że zadowolenie z życia można także osiągnąć idąc "negatywną" drogą, która polega na nieprzejmowaniu się wydarzeniami, na które nie mamy wpływu, akceptowaniu życia takiego jakim jest, pogodzeniu się z porażkami, niepewnością, brakiem poczucia bezpieczeństwa, a także na uświadomieniu sobie swojej śmiertelności i próbie oswojenia się z nią.
Według autora człowiek może być szczęśliwy, kiedy m.in. jest gotowy by doświadczać tych negatywnych emocji, bo życie niestety nie jest i nigdy nie będzie usłane samymi pozytywnymi uczuciami i jak mówi piosenka Dżemu "W życiu piękne są tylko chwile...".

Trzeba przyznać, że podejście autora jest specyficzne i nietypowe, a książka okazała się być ciekawą alternatywą dla standardowych przekazów na temat osiągania szczęścia. Jednak spostrzeżenia autora są tutaj słuszne, uważa on że to nadmierna gonitwa za szczęściem przynosi wręcz odwrotny skutek, a każda porażka doprowadza do zwiększonej frustracji. Wszechobecny kult optymizmu może się okazać złudny, a nakaz pozytywnego myślenia i stałe wysiłki by być szczęśliwym, są wpędzającą w rozpacz pułapką i w rezultacie prowadzą do tego, że jesteśmy nieszczęśliwi.
"Negatywna droga" proponowana przez autora to nie jest jakiś jedyny, słuszny sposób na bycie szczęśliwym, nie znajdziemy tu wyczerpującego rozwiązania i poradnikowych sztuczek wyszczególnionych w podpunktach, uczących jak żyć, ale jest to pewnego rodzaju metoda mówiąca jak podejść do życia inaczej niż głoszą motywacyjne hasła, którymi jesteśmy na każdym kroku bombardowani.
Myślę, że publikacja "Szczęście. Poradnik dla pesymistów" jest jak najbardziej warta uwagi, może pomóc w zmianie podejścia do życia i poglądów na wiele spraw, pozwoli także zaczerpnąć wiele cennych wskazówek. Jeśli jesteście takimi "poszukiwaczami szczęścia", polecam przeczytać ten poradnik :).






Facebook